sobota, 14 października 2017

Rozdział 18

                  Westchnęłam i rozejrzałam się po apartamencie, którym przebywałam wraz z Kyle'm. Dokładnie sprawdziłam czy niczego nie zapomniałam. Minęło kilka dni od ostatniej sprawy jaką prowadziłam i była ona związana z mym przyjacielem. Tata zdecydował, że potrzebuję odpoczynku by o wszystkim zapomnieć. Jak zwykle był nadopiekuńczy dlatego wykupił dla mnie i dla brata wycieczkę tygodniową na wyspy Bahamy. Stwierdził, iż to jest idealny pomysł bym mogła trochę czasu spędzić z Kyle'm, który przyrzekł ojcu, że będzie miał mnie cały czas na oku.
- Karen jeszcze musimy jedno zdjęcie na pożegnanie zrobić- powiedział nastolatek, który wszedł salonu.
- Ty to naprawdę chyba chcesz zbić popularność na tych zdjęciach- powiedziałam.
- Nie, robię po to by mieć co ojcu wręczyć na urodziny, które zbliżają się wielkimi krokami- odpowiedział Kyle.- Wszystko co dobre szybko się kończy i miną miesiące a może nawet i rok kiedy znów gdzieś razem wyjedziemy- dodał.
- Nastanie to szybciej niż myślisz, musimy jeszcze tatę namówić na taki wyjazd- odpowiedziałam.
- Ok, ostatnie zdjęcie- skwitował mój brat.
                     Wywróciłam teatralnie oczami po czym oboje ustawiliśmy się tyłem do okna, z którego był piękny widok na ocean i Kyle za pomocą telefonu zrobił nam zdjęcie. Pozbieraliśmy wszystko a następnie opuściliśmy hotelowy apartament i zeszliśmy na dół by się wymeldować. Zajęło nam to krótką chwilę. Musiałam przyznać, że pomysł ojca był najlepszy. Nie pamiętam kiedy tak dobrze się bawiłam w towarzystwie Kyle'a i przede wszystkim wypoczęłam. Aż żal było opuszczać, ale jak to nastolatek powiedział wszystko co dobre szybko się kończy. Taksówka zawiozła nas na lotnisko skąd mieliśmy samolot od razu do Miami bez przesiadki. Podróż naprawdę przebiegła spokojnie, bez żadnych komplikacji. Niecałą godzinę lecieliśmy do naszego rodzinnego miasta.
- Nie mogę się doczekać aż ojcu zacznę o wszystkim opowiadać, niech żałuje, że z nami nie poleciał- powiedział Kyle.
- Kyle, nasz tata jest na bardzo poważnym stanowisku, jest porucznikiem i rzadko sobie pozwala na takie wycieczki wypoczynkowe- powiedziałam.- Praca to nie zabawa i przelewki, to duża odpowiedzialność i samodzielność- dodałam.
- Wiem, ale kiedy ostatnim razem był na jakichkolwiek wakacjach? Pamiętasz?- zapytał.
- Nie, praktycznie rzadko wyjeżdżał odpocząć, jest zapracowany- dodałam.
- Ty też wiele się od niego nie różnisz- odpowiedział Kyle.
- Kyle, życie jest drogie a tata robi wszystko by nam zagwarantować to czego potrzebujemy- powiedziałam.- Co Ciebie dziś ugryzło?- zapytałam.
- Nic, po prostu chcę byśmy razem wyjechali na wakacje, nasza trójka... jak rodzina- odpowiedział Kyle.
                        Westchnęłam. Doskonale wiedziałam co miał przez to nastolatek na myśli. Wraz z tatą ostatnimi czasy byliśmy zapracowani i widywaliśmy się z Kyle'm wieczorami oraz z rana. Brakowało mu naszych wspólnych wyjazdów i rozumiałam to. Trzeba było to zmienić, ojciec nie może być wiecznie zapracowany dlatego obiecałam bratu, że oboje to zmienimy na co chłopak się zgodził. Po godzinie wylądowaliśmy w Miami gdzie była upalna pogoda. Taksówką wróciliśmy do domu i postanowiliśmy przygotować wspaniałą kolację. Kyle wpadł na pomysł by zaprosić wszystkich z naszego zespołu, chcieliśmy zrobić to dla taty dlatego przystałam na propozycję brata. Wraz z nim hammerem udałam się do marketu by kupić potrzebne rzeczy. Owszem tata wiedział kiedy wracamy lecz nie znał godziny dlatego kolacja powitalna będąca niespodzianką była idealna. Obdzwoniłam wszystkich, najpierw do Ryan'a potem Eric'a, Calleigh, Alexx, Trippa, Natalię, wszyscy zgodzili się przyjść. Gdy tylko wróciłam z bratem do domu od razu zabraliśmy się za przygotowywanie kolacji. Z okna kuchennego, które wychodziło na ogród widziałam jak Kyle zajął się przygotowaniem stołu w ogrodzie. Trzeba było korzystać z pogody, która była idealna. Zapachy potraw roznosiły się po całym domu a w lodówce już mroziły się trunki. Przed samym przyjściem przyjaciół udałam się do pokoju by się przebrać. Ubrałam białą sukienkę na ramiączkach sięgającą do kolan w kwieciste wzory a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Przyjrzałam się w lustrze. Wszystko było na swym miejscu. Jako pierwszy przybył Erci wraz z Calleigh.
- Karen, dobrze widzieć Cię wypoczętą- powiedziała panna Duquesne, która ciepło mnie objęła.
- Tygodniowy urlop ci posłużył- dodał Eric gdy przywitał się z mym bratem.
- I to nie wiesz jak- powiedziałam.
- Trzeba było ją widzieć jak szalała na dyskotece- dodał Kyle.
                       Zmierzyłam go wzrokiem, zawsze umiał znaleźć moment by pożartować. Od razu zaprowadziliśmy ich do ogrodu, gdzie wszystko było przygotowane oprócz głównego dania. Na stole znajdowały się różne przystawki. Delko jak i Duquesne zaczęli z nami rozmawiać na temat wysp Bahamy, Kyle nawet postanowił im pokazać zdjęcia. Z podekscytowaniem opowiadaliśmy im o tym co zobaczyliśmy. Najchętniej to zostałabym dłużej na wyspach, tak jeszcze z trzy lub cztery dni. Po kilkunastu minutach znów usłyszałam dzwonek dlatego poprosiłam Kyle'a by został z Calleigh i Ericiem a ja udałam się do domu. Gdy otworzyłam drzwi ujrzałam Ryan'a, który na przywitanie obdarował mnie całusem w policzek. Po mym ciele przeszły przyjemne dreszcze.
- Dobrze widzieć Cię uśmiechniętą od ucha do ucha- powiedział.- Mam nadzieję, że wypoczęłaś na wakacjach- dodał.
- Oj, żebyś wiedział- odpowiedziałam.- Tego właśnie potrzebowałam- dodałam.
- Aż się boję pomyśleć co ty tam wyczyniałaś- powiedział uśmiechając się łobuzersko.
- Byłam naprawdę grzeczna- odpowiedziałam.
- Aha, na pewno, Kyle do mnie wydzwaniał i opowiadał o twych szaleństwach- zaśmiał się Wolfe.
                         Wiedziałam, że stroi sobie ze mnie żarty. Brakowało mi tego. Zaprowadziłam go do ogrodu. Gdy wszyscy goście się zeszli na samym końcu przyszedł tata, któremu wyszłam na powitanie. Ciepło go objęłam a zaraz po mnie Kyle, który zjawił się tuż za mną. Mężczyzna zmierzył nas swym troskliwym wzrokiem po czym się uśmiechnął ciepło.
- Jak się czujecie?- zapytał.
- Świetnie, tylko szkoda, że te wakacje tak szybko zleciały. Wycieczka naprawdę była rewelacyjna, wraz z Karen zwiedziliśmy wiele miejsc i robiliśmy głupie rzeczy, ale wszystko w granicach rozsądku- powiedział Kyle.- Obojgu nam tego było trzeba tylko szkoda, że nie poleciałeś z nami, naprawdę masz co żałować lecz tak łatwo Ci odpuścimy, prawda siostrzyczko?- zapytał przenosząc na mnie swoje spojrzenie.
- Oczywiście, tym razem to ja wybieram miejsce na nasze wspólne wakacje a w MDPD zastąpi Cię Stetler... albo nie, Calleigh, Stetler to by zrobił zaraz czystki- dodałam śmiejąc się delikatnie.
                    Tata również się zaśmiał. Kyle chyba wyczuł moment bo zostawił nas samych wychodząc do ogrodu. Porucznik bacznie, ale wciąż z tą swoją troską i miłością w oczach mi się przyglądał.
- Jak się czujesz, Karen?- zapytał.
- W porządku- odpowiedziałam kiwając głową.- Może nie zapomniałam o wszystkim, ale powrót do pracy poprawi tylko moją psychikę. Natłok obowiązków pozwoli mi skupić się na tym co mam robić- dodałam.
- A koszmary? Miewasz je?- zapytał.
- Czasami, ale nie martw się. Wraz z upływem czasu to minie, jestem tego pewna- odpowiedziałam.
                          Tata czule pogłaskał mój policzek a po chwili ciepło objął. W jego ramionach czułam się bezpieczna. Od niego biła nie tylko troska, ale również miłość ojcowska jaką darzył mnie i Kyle'a. Cieszyłam się, że wciąż go mieliśmy przy sobie chociaż nieraz czasami boję się o niego. Odsunęłam się od niego i gdy to zrobiłam ucałował moje czoło.
- Chodź, wszyscy już na Ciebie czekają- powiedziałam.
- Jak to wszyscy?- zapytał.
                   Wzięłam go pod łokieć i zaprowadziłam do ogrodu gdzie tam nasz zespół mile go powitał, z uśmiechem na twarzy. Muzyka lecąca z radia nie grała zbyt głośno, nie chcieliśmy przeszkadzać innym sąsiadom. Posadziłam ojca na krześle po czym udałam się do kuchni by przygotować trunki.
- Zapytałeś kto co pije?- zapytałam gdy Kyle wszedł do kuchni.
- Nie, ale może zrobimy im niespodziankę. Znajdź w Internecie przepis na przygotowanie Mohito, składniki mamy a resztą się zajmiemy- odpowiedział nastolatek.
- Tyle, że ty nie możesz pić, nie jesteś jeszcze pełnoletni- powiedziałam.
- Wiem i nawet nie chcę, ale z chęcią mogę wam przygotowywać drinki- powiedział Kyle.
- Wow- skwitowałam.- Chyba powinieneś jakąś kawiarnię otworzyć gdzie mógłbyś serwować napoje z różnorakich rodzajów alkoholi- dodałam.
- Ech, to raczej nie moja jak to się mówi "działka", mam inne plany- odpowiedział.
- Tak? A jakie? Bo to by się ożenić ma chyba każdy młody mężczyzna- powiedziałam przenosząc na niego swój wzrok.
- Dowiesz się w swym czasie a teraz zajmij się szukaniem przepisu- powiedział z uśmiechem.
- Ok, szefie ty tu rządzisz- odpowiedziałam ze śmiechem po czym spojrzałam na telefon i wstukałam kilka słów w przeglądarkę.
- Hej, pomóc Wam w czymś?- usłyszeliśmy głos Wolfe'a.
- No i masz Ci los, Ryan jak zwykle musi grać detektywa- powiedział mój brat z nutką sarkazmu uśmiechając się przy tym po czym ruszył w jego stronę.- Proszę wybaczyć, panie Wolfe, ale to co robimy to tajemnica zawodowa, proszę zaczekać z resztą w ogrodzie- dodał i odwrócił mężczyznę tak by wyprowadzić go z kuchni.
- Tylko chciałem...
- Wiem, wiem, ale zostaw to nam, gospodarzom domu i ani słowa reszcie, chcemy Was zaskoczyć- przerwał mu Kyle po czym zamknął drzwi do kuchni.
- To było niegrzeczne z Twojej strony- skwitowałam śmiejąc się.
- Serio? No co ty nie powiesz, siostra- odpowiedział z sarkazmem.
                       Przygotowanie drinków zajęło nam trochę czasu. Gdy się z tym uporaliśmy szklanki postawiliśmy na tacy i wyszliśmy do ogrodu częstując każdego.
- Ja nie pijam...
- Proszę nie wydziwiać, pani Woods, najwyżej zamówię pani taksówkę na mój koszt- przerwał jej Kyle.
- O świetnie, darmowa podwózka, w takim razie piszę się na to- powiedział Ryan.
- O nie, tylko VIP-y mają takie przywileje a na mojej liście Cię nie ma- odpowiedział Kyle i zaśmiał się a ja wraz z nim.
- Spokojnie, mój brat jest dzisiaj w fantastycznym humorze. Gwarantuję, że podwózkę do domu będziecie wszyscy mieli- zaoferowałam.
- Kyle, czy ty coś brałeś?- zapytał tata.
- No wiesz co, tato? O coś takiego mnie podejrzewać?- pytał Kyle udając oburzonego.- W życiu, po prostu chcę z Wami spędzić miły czas głupio żartując i rozmawiając- dodał.
                        Po chwili tace były puste a wszyscy mieli swoje drinki oprócz Kyle'a, który niestety nie mógł pić.
- To za co wypijemy?- zapytała Natalia.
- Za to by nam się wszystkim dobrze powiodło i jak najdłużej wytrzymali w tej samej ekipie co teraz jesteśmy. By nikt nas nie mógł złamać- powiedziałam.
- Dobrze prawisz, Karen- poparł mnie Frank.- Ale dodam jeszcze byśmy mogli złapać tych którzy łamią prawo na wszelakie sposoby- dodał.
- Przystaję na to- powiedziała Natalia.
- Ja również- dodała Alexx.
- A ty Horatio? Co o tym myślisz?- zapytała Duquesne.
- Myślę, że powinniśmy wypić za to byśmy mogli wszystko przetrwać i ponownie spotkać się na takim spotkaniu jak to dzisiejsze. Jesteście siłą mego zespołu, którego nic ani nikt nie złamie i wiedzcie, że o każde z Was będę walczył- powiedział tata.
- Zdrowie!- powiedzieliśmy razem w jednym momencie.
                        Po czym upiliśmy łyk. Musiałam przyznać, że to co przygotowałam wraz z bratem naprawdę mi smakowało.
- Szczerze? Dobrze, że ty Karen i Kyle zorganizowaliście taką wspólną kolację, dawno nie spędzaliśmy ze sobą czasu w ten sposób poza pracą- przyznała Natalia.
- To pomysł mego brata- powiedziałam i przeniosłam wzrok na nastolatka.- Dobrze, że Cię mam, mogę wreszcie komuś dokuczać i grać na nerwach- dodałam ze śmiechem.
- Oj, żebym ja czasem Cię nie wkurzał bardziej niż ty mnie- odpowiedział Kyle.
- Wtedy znajdziemy kompromis między sobą- powiedziałam.- Na kilka godzin wsadzę Cię do aresztu byś zmądrzał i przyznał mi rację- dodałam śmiejąc się.
- Bardzo zabawne- odpowiedział z sarkazmem Kyle.
                         Wszyscy byli ciekawi jak wycieczka na Bahamy dlatego zaczęłam im opowiadać o tym jak było. Nawet chciałam reszcie pokazać zdjęcia lecz wraz z Kyle'm stwierdziliśmy, że nie chcemy nic zdradzać ponieważ mieliśmy już wymyślony prezent dla ojca. Po jakimś czasie udałam się do kuchni po główne danie naszej kolacji, które postawiłam na stole w ogrodzie i każdemu nałożyłam. Wszyscy byli pod wielkim wrażeniem tego co przygotowałam z pomocą Kyle'a a to mnie bardzo cieszyło. Wszyscy ze sobą rozmawialiśmy nie o pracy, ale na tematy bardzo swobodne, śmialiśmy, graliśmy w gry, było zabawnie i każdy czuł się zrelaksowany a o to mi i Kyle'owi przecież chodziło. Po zjedzeniu kolacji udałam się do kuchni by pozmywać naczynia.
- Chyba nam wszystkim było to potrzeba- usłyszałam głos Ryan'a, który stanął obok mnie gdy byłam oparta o drewniany filar zabudowania tarasu i obserwowałam swych przyjaciół.
- Tak- odpowiedziałam.- Dawno takiego zrelaksowanego ojca nie widziałam.... Cieszę się, że wciąż przy nas jest, nie wiem o by było gdyby...- urwałam.
                         Nie chciałam tego dokańczać. Tata był dla mnie najważniejszą osobą w życiu bo poza nim nie miałam nikogo. Rodzicielka zmarła gdy byłam mała i mężczyzna sam musiał sobie radzić z mym wychowaniem.
- H to silny facet jakiegokolwiek dane mi było poznać, nie jest taki jak inni myślą. Jego nie da się tak łatwo złamać a to dlatego, że to wy jesteście jego siłą- powiedział Wolfe.- Kiedy Phil zabrał Cię ze sobą nie krył nie tylko swojej złości, ale zapału by Cię znaleźć. Jeśli chodzi o Was to widać jak wiele dla niego znaczycie- dodał.
                      Przeniosłam wzrok na Wolfe'a i uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Mężczyzna objął mnie swym ramieniem i razem udaliśmy się do reszty by dołączyć do rozmowy.