sobota, 19 sierpnia 2017

Rozdział 15

Poranek w Miami był nie tyle piękny co rześki i przyjemny, idealny na poranny trening po plaży, która była pusta od mieszkańców i turystów. Woda oceaniczna była bardzo spokojna jedynie powiewał delikatny wiatr muskając moją twarz. Bieg jako sport dla tych, którzy chcą utrzymać kondycję był idealny. Uwielbiałam biegać o poranku rozkoszując się wschodem słońca. Jednak miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwował, ale może mi się wydawało? Po godzinnym treningu wróciłam do domu wziąć prysznic by przygotować się na jakże wspaniały dzień. Tak dawno nie widziałam swego przyjaciela, Phil'a. Zadzwonił nagle znienacka i zaprosił mnie na ceremonię odznaczenia za służbę w wojsku. Dość sporo czasu się nie widzieliśmy a nasze ostatnie spotkanie było gdy szłam do college'u, wtedy Phil postanowił wstąpić do wojska i służyć krajowi. Na taką okazję postawiłam na elegancję, założyłam białe spodnie i luźną delikatnie prześwitującą białą bluzkę z krótkim rękawem zapinaną na guziki. Włosy lokówką delikatnie pofalowałam a swoją cerę podkreśliłam makijażem nie za bardzo rażącym. Do spodni przypięłam z przodu odznakę a z tyłu broń. Gdy byłam gotowa wsiadłam do samochodu po czym uruchomiłam silnik i ruszyłam w stronę szkoły wojskowej gdzie tam miała się odbyć cała ceremonia. Drogi o tej porze powoli stawały się tłoczne więc trochę dodałam gazu by ominąć korki. Na miejscu byłam już po kilkunastu minutach i od razu na parkingu dostrzegłam swego przyjaciela ze skrzyżowanymi dłońmi i okularami przeciwsłonecznymi. Wesoło rozmawiał ze swymi kolegami lecz gdy dostrzegł moment w którym wysiadałam z auta odszedł od nich.
- Karen Caine- powitał mnie z uśmiechem i ciepło objął.
- Phil, cieszę się, że w końcu Cię widzę- powiedziałam i odsunęłam się.- Po tylu latach, w końcu dałeś znak życia. Będziesz musiał mi to wynagrodzić- dodałam po czym szturchnęłam go delikatnie w żebro. 
- Odezwałbym się wcześniej gdyby moi rodzice mieszkali w Miami- odpowiedział.- Zaraz po tym jak wstąpiłem do wojska wyprowadzili się do Los Angeles- dodał.
- Nie wiedziałam- powiedziałam.
- Dowiedziałem się od młodszego braciszka. Zadzwonił do mnie i powiadomił o tym bym przyjechał do L.A. ich odwiedzić- powiedział.
- A tutaj? Masz gdzie mieszkać?- zapytałam.
- Zatrzymaliśmy się w kampusie, pojutrze znów wyjeżdżamy- odpowiedział Phil po czym delikatnie ujął moją dłoń.- Chodź, mam dla Ciebie specjalnie zarezerwowane miejsce w pierwszym rzędzie- dodał.
Pociągnął mnie za sobą delikatnie. Udaliśmy się na tyły szkoły gdzie mieściło się boisko. Wszystko było już przygotowane. Phil jak to on, przedstawił mnie swojemu dowódcy i sierżantowi. Byli to mili mężczyźni a zwłaszcza dowódca, który pochwalił mego przyjaciela. Zaproszeni goście zaczęli się powoli zbierać i zajmować swoje miejsca a Phil udał się do reszty swych kolegów, którzy również mieli zostać odznaczeni. Dyrektor szkoły wojskowej wygłosił kilka swych słów a zaraz po nim dowódca i burmistrz miasta Miami. Co jakiś czas z podziwem spoglądałam na przyjaciela. Byłam z niego naprawdę dumna i pomimo tego co kiedyś czuł do mnie on również nie krył swojej radości. Lecz dostrzegłam coś niepokojącego, coś co starał się przed wszystkimi ukryć. Niespokojnie rozglądał się wokół co mnie bardzo zmartwiło ponieważ nigdy w ten sposób się nie zachowywał. Czyżby nagle stres zaczynał go "zjadać"? 
- Shane Fuller!- wywołał dowódca swego podopiecznego, który był zaraz przed mym przyjacielem.
Mężczyzna z uśmiechem na twarzy podszedł do swego dowódcy oraz burmistrza, którzy mieli mu przyczepić specjalną odznakę na jego mundurze gdy nagle rozległ się nie wiadomo skąd strzał. 
- Na ziemię!- krzyknęłam i wyjęłam swoją broń.
Odwróciłam się i wśród krzeseł dostrzegłam mężczyznę, który wycelował bronią w mego przyjaciela. Serce biło mi jak oszalałe, nie chciałam by Phil też tak skończył, był niewinny. Wygląd mordercy wskazywał na to, iż mógł on pochodzić z krajów arabskich. Nienawistnym wzrokiem mierzył Phil'a o którego najbardziej się bałam.
- Miami Dade Police!- powiedziałam nieco ostrzejszym tonem.- Opuść broń- dodałam.
- Widzisz jak to się kończy, Phil gdy się zadajesz z takimi jak ja, wkrótce sam skończysz swój żywot a jak to Ci pokażę- powiedział mężczyzna.
Zanim cokolwiek zdążyłam powiedzieć czy zrobić morderca wycelował bronią w skroń swojej głowy i oddał kolejny strzał też śmiertelny. Jego ciało bezwładnie upadło na ziemię. Ostrożnie do niego podchodząc musiałam upewnić się czy faktycznie wykonał samobójstwo. Jego oczy były puste, niczego nie wyrażały. Wyprostowałam się po czym spojrzałam w kierunku dowódcy jak i dyrektora kiwając porozumiewawczo głową w ich stronę. Dyrektor zajął się gośćmi, którym kazałam zostać a dowódca swym oddziałem. Byłam im wdzięczna za pomoc. Wyjęłam telefon i wykonałam połączenie do ojca informując go o zdarzeniu a następnie udałam się do samochodu po neseser, w którym miałam wszystkie potrzebne rzeczy i wróciłam na miejsce zbrodni. Kucnęłam obok ciała ofiary a mianowicie Shane'a Fuller'a i zaczęłam zastanawiać się nad motywem postępowania mordercy. Co go zmusiło do takiego postępowania i co oznaczały słowa, które wypowiedział w stronę mego przyjaciela. 
- Panno Caine- usłyszałam głos dowódcy, którego głos wyrwał mnie z natłoku myśli.
- Proszę przyjąć moje kondolencje z powodu straty żołnierza, panie Hines- powiedziałam prostując się na swych nogach.
- Dziękuję lecz to nie mnie musi je pani składać chociaż ciężkie zadanie mnie czeka. Sądziłem, że w całej swojej karierze nie spotkam takiej sytuacji jak teraz. Rodziny Shane'a nie było na odznaczeniu, nie mogli przyjechać ze względu na chorobę jego matki- powiedział Hines.
- Rozumiem, proszę mi powiedzieć jaki był Shane? Czy wśród pańskiego oddziału był ktoś kto mu groził albo go nie lubił?- zapytałam.
- Nie, żadnych incydentów z nim związanych nie miałem, był wzorowym żołnierzem, który zawsze stawał pośrodku konfliktu swych kolegów, był dobrym mediatorem- powiedział Hines.- Sam jestem w szoku ponieważ Gutierrez nie miał powodów by zabić swego kolegę po fachu jak to się mówi- dodał.
- Gutierrez? Tak miał na nazwisko?- zapytałam.
- Wilfred Gutierrez, pół roku służył w wojsku i żeby coś takiego zrobić- powiedział zaskoczony Hines.
Szczerze powiedziawszy byłam zaskoczona. Morderca a zarazem samobójca nie mógł się tak nazywać skoro wszystkie cechy świadczą o tym, iż mógł on pochodzić z krajów arabskich. Podziękowałam dowódcy za rozmowę i kucnęłam obok ciała Shane'a. Przyczyna jego śmierci była tylko jedna. Strzał był idealny. Pocisk trafił w skroń głowy i utknął co świadczyło o tym brak rany wylotowej. Spojrzałam na Phil'a, którego zachowanie budziło we mnie niepokój. Podeszłam do niego by z nim porozmawiać.
- Hej, jak się trzymasz?- zapytałam z troską.
- Chcę wrócić do kampusu- powiedział.
Byłam zaskoczona jego decyzją zaś z drugiej mu się nie dziwiłam. Owszem wiem co widział podczas służby a teraz na własnych oczach był świadkiem morderstwa kolegi, który zginął z broni a przede wszystkim z rąk ich wspólnego kolegi. Westchnęłam i kiwnęłam głową pozwalając mu odejść wraz z pozostałymi, z którymi zamierzałam porozmawiać później. Jako pierwszy na miejsce przybył Frank, któremu zdałam relacje ze sprawy i sam zaczął przesłuchiwać świadków w tym wypadku gości. Funkcjonariusze zabezpieczyli miejsce zbrodni zakładając żółte taśmy. 
- I jak?- zapytałam.- Coś nowego powiedzieli?- dodałam gdy Frank do mnie podszedł.
- Wszyscy potwierdzają twoją wersję wydarzeń- odpowiedział po czym spojrzał na ciało mordercy.- Co go skłoniło by zabić swego kolegę?- zapytał na głos.
- Nie wiem, ale ustalę przyczynę. Dowódca nie mówił by mężczyźni mieli między sobą jakiś poważny konflikt. Dziwi mnie tylko jego imię i nazwisko. Cechy wyglądu świadczą, iż jest pochodzenia arabskiego- powiedziałam.
- Może jego rodzice wyemigrowali na Florydę i zmienili nazwisko tak by nie wzbudzać podejrzeń- powiedział Frank.
- Dla spokoju swego jak i Phil'a muszę to jednak sprawdzić- odpowiedziałam.
Podeszłam do ciała mordercy by dokonać wstępnych oględzin jednak przyczyna była jednoznaczna. Zabezpieczyłam broń, z której oddane zostały dwa strzały. Calleigh musiała ją zbadać. 
- Karen- usłyszałam spokojny głos ojca a ja wyprostowałam się na swych nogach.- Jak się czuje Phil?- zapytał z troską.
- Jest roztrzęsiony, znał i ofiarę i zabójcę, który po wszystkim dokonał samobójstwa. Pozwoliłam Phil'owi wrócić do kampusu, potrzebuje czasu by dojść do siebie a odkąd pamiętam był wrażliwym nastolatkiem- odpowiedziałam.- Teraz widzę, że po tylu latach gdzieś ta wrażliwość mu została jednak niepokoi mnie pewien fakt. Podczas ceremonii był niespokojny i starał się to przede mną ukrywać- dodałam.
- Może wiedział o planie mordercy, mógł mu grozić- dodał.
- Być może jednak chcę zaczekać na wyniki autopsji Alexx bo zdecydowanie coś mi tu nie pasuje- powiedziałam.- Wilfred nie dostąpił zaszczytu odznaczenia tak jak Shane czy Phil, może poszło o zazdrość chociaż słowa, które wypowiedział przed popełnieniem samobójstwa nijak mają się do całości. Swym wyglądem przypomina mi bardziej mieszkańca krajów arabskich- dodałam.
- Sprawdź jego przeszłość, musimy wszystko o nim wiedzieć a ja posłucham to co dowódca ma do powiedzenia- powiedział tata.
- W porządku jednak zanim wrócę do MDPD chciałabym się udać do kampusu by przeszukać rzeczy osobiste Shane'a jak i Wilfred'a- dodałam.
- Pojedziesz z Ryan'em a Calleigh i Eric zajmą się zbieraniem śladów z tego miejsca- powiedział.
W odpowiedzi kiwnęłam głową zgadzając się. Podeszłam do otwartego nesesera, który po chwili zamknęłam i chwyciłam w swoje dłonie. Idąc w stronę samochodu w moją szedł Ryan, któremu wszystko wyjaśniłam. W drodze do kampusu rozmyślałam nad całą tą sprawą, którą próbowałam zrozumieć. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Weszliśmy do budynku gdzie w holu, w którym były rozstawione stoliki wraz z fotelami zastaliśmy kilku żołnierzy. Od razu zapytałam ich o Phil'a. Wskazali mi pokój, w którym przebywał mężczyzna. Nie był sam tylko ze swoim współlokatorem, który zostawił nas samych.
- Phil, jeśli jest coś co mogłabym dla Ciebie zrobić to...- mężczyzna nie pozwolił mi dokończyć tylko od razu podszedł do mnie i mocno objął dając upust swym emocjom.
Rozumiałam jego zachowanie, przeżywał śmierć kolegów. Nie był to najlepszy moment by zadać mu pytania, ale nie mogłam tej sprawy tak po prostu zostawić. Ciało mego przyjaciela dygotało nie z bólu tylko ze strachu co było dla mnie jeszcze dziwne. Kogo on się obawiał skoro morderca popełnił samobójstwo. 
- Phil, powiedz co się dzieje. Przecież wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć- powiedziałam i odsunęłam go od siebie delikatnie. 
- Przyjdą po mnie, Karen. Oni przyjdą i zrobią to samo- powiedział.
- Kto? Jacy oni?- pytałam.
Nagle mężczyzna ujął moje ramiona po czym popchnął mnie na łóżko i wybiegł z pokoju. Nie czekając ruszyłam za nim lecz zastałam szybko podnoszącego się z podłogi Wolfe'a.
- Co mu odwaliło?- zapytał.
Usłyszeliśmy krzyk należący do kobiety. Wybiegliśmy z budynku. Phil siłą wytargał bezbronną kobietę z samochodu jednocześnie mierząc nas swoją bronią.
- Phil, wiesz, że nie pozwolę Ci tak łatwo odjechać- powiedziałam celując bronią w jego stronę.
Nie chciałam oddawać strzału w samochód przy tym bardziej strasząc mego przyjaciela. Nagle obraz przed oczami zaczynał być niewyraźny i poczułam zawroty głowy. Moje nogi zrobiły się z waty, traciłam równowagę co nie umknęło oczom Ryan'owi, który w ostatniej chwili złapał mnie w swych ramionach. 
- Karen... Karen wszystko w porządku?- pytał z troską. 
Nie odpowiedziałam. Czułam jak Wolfe bierze mnie w swoje ramiona i udaje się w jakimś kierunku. Mężczyzna posadził mnie na czymś miękkim. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Przed moimi oczami pojawiły się tak zwane mrówki, które widziałam tylko przez chwilę. 
- Dajcie mi jakiś lód i apteczkę- usłyszałam głos Ryan'a.- Karen, nie możesz zemdleć- dodał bardziej w moją stronę.
Zamrugałam kilka razy powiekami tak by mroczki przeszły. Podziałało dopiero za którymś tam razem, nie liczyłam. Obraz nadal miałam rozmazany, ale powoli stawał się wyrazisty. 
- Cholera, jak dorwę tego szaleńca to pożałuje- skomentował Ryan a ja doskonale wiedziałam o kogo mu chodziło.- Czy na co dzień Phil też taki bywał?- to pytanie zadał pewnie do w stronę pozostałych.
- Nie, w ogóle pierwszy raz go takiego widzieliśmy- odpowiedział jeden.
- On już od dłuższego czasu nie był z nami w służbie a dowódca nie chciał za bardzo powiedzieć co się z nim działo- dodał drugi.
- Podobno inni powiadali, że facet załamał sie psychicznie. Na jednej z akcji gdzie ratowaliśmy pewną wioskę w Syrii zginął jego najbliższy przyjaciel- dodał trzeci.
Ryan gdy skończył opatrywać mi ranę kucnął przede mną kładąc swoje dłonie na mych kolanach. Potrzebowałam kilkunastu minut by dojść do siebie.
- Karen, kontaktujesz?- zapytał.
- Tak, tylko głowa mnie lekko boli- odpowiedziałam chcąc dotknąć bolącego miejsca jednak Wolfe mi to uniemożliwił.
- Twój przyjaciel nieźle Cię potraktował. Co tu się wydarzyło?- zapytał.
- Phil kogoś się obawia, ale nie powiedział kogo. Nie był sobą, nigdy w ten sposób się nie zachowywał, nie bywał agresywny w stosunku do mojej osoby- odpowiedziałam.
- Ile widzisz palców?- zapytał Ryan.
- Trzy... osiem... oj daj spokój, nic mi nie będzie- powiedziałam odciągając jego dłoń sprzed mych oczu. - Idź przeszukaj pokój Shane'a a ja zajmę się Phil'em- dodałam.
- Karen...
- Bez gadania, Phil'owi coś grozi a ja nie pozwolę go skrzywdzić- przerwałam mu.
- Zostawię Cię tu z nimi- powiedział wskazując na żołnierzy.
- Nie wydurniaj się, nie mam pięciu lat by mnie jeszcze pilnować- odpowiedziałam.
- Ale tak się zachowujesz, uderzyłaś się w głowę powodując niewielką ranę- powiedział Wolfe.- Popilnujcie jej by nie zemdlała- dodał w stronę żołnierzy.
Już chciałam coś powiedzieć, ale powstrzymałam się od tego. Rozumiem jego troskę, ale naprawdę wyolbrzymiał całą tą sytuację. Westchnęłam i powoli wstałam z łóżka spodziewając się zawrotów głowy jednak takowych nie było. Podeszłam do torby, która należała do Phila i zaczęłam ją przeszukiwać by znaleźć cenne informacje.
- Wiecie może dlaczego Wilfred nie dostąpił zaszczytu odznaczenia?- zapytałam.
- Został wydalony z wojska- powiedział jeden.
- Osobiście nie przez dowódcę tylko oficera- dodał drugi.
- Nie wiecie jaki był powód jego wydalenia?- zapytałam.
- Podobno miał problemy zdrowotne związane z psychiką lecz nic na to nie wskazywało- odpowiedział trzeci.
Wśród rzeczy przyjaciela znalazłam notes, w którym na każdej kartce było zapisane to samo nazwisko. Zdziwiłam się ponieważ nie miałam pojęcia, iż przyjaciel mógłby mieć jakiekolwiek problemy zdrowotne skoro zapisywał datę i godzinę kolejnego spotkania z psychologiem.